Siemiatycze

Trzy życiorysy. Jedna Ojczyzna

01
wrz 2026

1 września 2026 roku mija 87. rocznica wybuchu II wojny światowej. Tego dnia wspominamy tych, którzy bronili Ojczyzny, oraz wszystkich, którzy stali się ofiarami wojennego dramatu. Odbywają się uroczystości patriotyczne, składane są kwiaty i zapalane znicze, a my pochylamy głowy nad grobami tych, którzy oddali życie za Polskę. Pamięć o wojnie to jednak nie tylko wielkie bitwy, daty i nazwiska zapisane w podręcznikach. To także historie konkretnych ludzi – ich rodzin, domów, wyborów i dramatów. Historie, które przez lata mogą żyć jedynie w rodzinnych przekazach, powtarzanych z pokolenia na pokolenie. Jedną z takich historii chcemy dziś przypomnieć. To opowieść o trzech braciach – Janie, Aleksandrze i Franciszku Brewczukach – urodzonych na tych ziemiach.

Wszyscy już nie żyją, ale ich losy pozostają świadectwem pokolenia, którego życie zostało naznaczone służbą Ojczyźnie, walką o niepodległość i wojenną tułaczką.

Trzech braci i walka o Polskę

Nasi bohaterowie nie walczyli we wrześniu 1939 roku. Ich wojna zaczęła się wcześniej – w 1920 roku, kiedy odrodzona Polska ponownie musiała stanąć do walki o swoją niepodległość. Jan, Aleksander i Franciszek Brewczukowie urodzili się w Wasilewie Szlacheckim, obecnie znajdującym się w powiecie sokołowskim, w gminie Repki. Należeli do pokolenia, które nie zdążyło jeszcze w pełni nacieszyć się odzyskaną niepodległością, a już musiało walczyć o jej utrzymanie.

Jan Brewczuk w 1920 roku przebywał w Stanach Zjednoczonych. Jak wspomina rodzina, zdecydował się wrócić do Polski jako ochotnik i wziąć udział w walce o Ojczyznę. Po wojnie otrzymał 10 hektarów ziemi. Przekazał ją rodzeństwu, a sam zdecydował się na emigrację. Aleksander Brewczuk również jako ochotnik zgłosił się do walki z bolszewikami. Nie dane mu było jednak wrócić do rodzinnego domu. Poległ na polu bitwy, oddając życie za Ojczyznę.

Losy Franciszka Brewczuka były jeszcze bardziej burzliwe. W 1920 roku walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Dwadzieścia lat później, w 1940 roku, został wywieziony na Syberię. Gdy pojawiła się możliwość wstąpienia do formujących się Polskich Sił Zbrojnych, Franciszek dołączył do wojska. Przeszedł cały szlak bojowy z Armią Andersa – przez Irak, Palestynę i Włochy. Pod Bolonią został ranny. Po zakończeniu wojennej tułaczki dotarł do Wielkiej Brytanii, a następnie zdecydował się wrócić do Polski.

Historia zapisana w rodzinnej pamięci
O życiu, walce i niezwykłych kolejach losu trzech braci Brewczuków opowiedział na antenie Radia Podlasie potomek tej rodziny, Marek Brewczuk, z którym rozmawiała Agnieszka Bolewska-Iwaniuk.  Dla Marka Brewczuka zachowanie pamięci o lokalnych bohaterach, w tym o jego przodkach, jest szczególnie ważne. Dlatego chciałby, aby historia trzech braci została upamiętniona w przestrzeni publicznej – w formie muralu. Mural miałby przypominać kolejnym pokoleniom o ludziach, których życie zostało nierozerwalnie związane z historią Polski. O tych, którzy walczyli o jej niepodległość, płacili za nią najwyższą cenę i doświadczali wojennej tułaczki.



O historii Jana, Aleksandra i Franciszka Brewczuków oraz planach związanych z przygotowaniem muralu opowiada audycja Radia Podlasie, do której wysłuchania zapraszamy.




Ile jeszcze podobnych historii pozostaje w rodzinnych archiwach, wspomnieniach i przekazach? Ile nazwisk lokalnych bohaterów wciąż czeka na przypomnienie?
Warto te historie odnaleźć, utrwalić i ocalić od zapomnienia. To część naszej lokalnej i narodowej pamięci.

Osoby, które chciałyby bliżej poznać plany przygotowania muralu i dołączyć do tej inicjatywy, mogą kontaktować się bezpośrednio z Markiem Brewczukiem pod numerem telefonu 501 626 926.

Nasz reporter jest do państwa dyspozycji:
Agnieszka Bolewska-Iwaniuk
+48.600262129

0 komentarze

Podpisz komentarz. Wymagane od 5 do 100 znaków.
Wprowadź treść komentarza. Wymagane conajmniej 10 znaków.